17 marca 2016

Maszyny- moje marzenia a rzeczywistość.


Witam ze słonecznego Berlina. 
Dzisiejszy post miał wyglądać inaczej. Ba! Był on nawet w połowie gotowy. Miałam opisać Wam, jakie cudne maszyny chcę mieć i dlaczego. Były na liście Phoenixy, Brothery (m.in. Brother 210), Zundappy, Singery, Bernina i Pfaffy. No miało być kolorowo, po staremu i trochę teorii.
Wczoraj dostałam wiadomość, że Pfaff jest naprawiony i chodzi, jak nowy. Odebrałam go dzisiaj wraz z Singerem. Niestety, do domu wrócił ze mną tylko Pfaff. Singer został oddany do utylizacji. 
Naprawa znacznie przerosłaby wartość maszyny. Nie wiadomo również, kiedy dana część znalazłaby się. Szczerze, to nie spodziewałam się tego. 200 zł poszło na marne. Dobrze, że maszynę kupiłam na okazji, przynajmniej to tylko 200 zł, a nie 400. 
Mimo wszystko, podłamało mnie to trochę. 
Pozostała mi po nim tylko kapsuła (dodatki) oraz zdjęcia.

Gdzie zaniosłam maszyny i dlaczego?
Jest wiele punktów w Berlinie, gdzie można naprawić, kupić oraz wypróbować je. Ja wybrałam http://www.naehmaschinentechnik-kieselbach.de/. Ma najlepsze opinie oraz wielu ludzi mi go poleciło. Bądźmy szczerzy, tanio to tam nie jest, ale jest za to profesjonalna obsługa, pan wszystko wytłumaczy, powie, co jego zdaniem trzeba zrobić, wystawi rachunek, w którym też wszystko jest opisane, odpowie na większość pytań, dodatkowo ma się pół roku gwarancji na naprawioną maszynę. Dojazd tam i powrót do domu powinien trwać ok. 1 godziny. Moja podróż trwała znacznie dłużej. Dość długo rozmawiałam z mechanikiem. Pokazał mi na przykładzie Singera, że zbierać maszyny, których naprawa graniczy z cudem, albo koszt naprawy przewyższa wartość maszyny, to nie sztuka. Powiedział, że kilka razy w miesiącu wyrzuca maszyny, które były kupione, bo były ładne, ale niestety nic nie dało się zrobić. Nie rozumie on, dlaczego maszyny z czasów DDR nie są doceniane. Sprzedaje się je za grosze, a jest pewny, że za 200 lat to właśnie one będą funkcjonować, bo zawsze znajdzie się do nich części. Dodatkowo ich naprawa jest śmiesznie tania w porównaniu do maszyn z lat 60., czy 50. Bardzo się cieszę, że odpowiedział mi na moje pytania zadane łamanym niemieckim. Będę też konsultować się z nim co do innych maszyn, które mam zamiar kupić.
Będzie Phoenix, będzie Bernina, jest nawet uwaga, uwaga... Veritas! Tak długo rozmawiałam z tym panem na temat maszyn, że nie mogę uwierzyć, iż przekonał mnie do tej marki. Będzie też Pfaff, może nawet nieszczęsny Singer. Mimo wszystko, powstanie taki post, jednak moje podejście do sprawy zmieniło się diametralnie. Już nie chodzi tylko o wygląd, czy jeden, ozdobny ścieg. Teraz chodzi o żywotność maszyny oraz o koszta w jej utrzymaniu. Tak, wiem, Bernina nie jest tania, a co dopiero jej naprawa, ale marzenie, to marzenie. ;)
Ja uciekam na poszukiwania, a Wam życzę miłego dnia.
Pozdrawiam,
kanvela.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Szyciowanie , Blogger